Ostatnio coś nie mam głowy do bloga...
Od tego 13 piątku coś mnie dopada peszek...
W piątek padła bateria w telefonie i padła przetwornica w ładowarce...
W sobotę zostałam prawie oskalpowana piłeczką do tenisa przez mojego cudownego i zdolnego brata, który "nie wiedział, że mu sie uda odbić tą piłkę" ale jakimś cudem mu się udało i dostałam porządnie w łeb :=/...
W niedzielę po tenisie , Kamilowi zachciało się jeszcze, więc poszliśmy na miasteczko. Niestety wszystkie korty były zajęte. Postanowiliśmy , że pójdziemy na obiad a po obiedzie wrócimy. Nadal były zajęte. Ubraliśmy rolki i na błonia...
W poniedziałek, zabrałam wieczorkiem tacie samochód i pojechałam do mojego ulubionego kolegi na plotki, nie powiem co zrobił ale jak to coś do mnie dotrze , to go zamorduję !!!!!...
We wtorek nic ciekawego !...
We środę czyli dziś, wracając z pracy samochodem, zatrzymałam się na światłach przy wjeździe na opolską i samochód postanowił, że sobie zgaśnie ! Tak się zawziął, że za cholere nie chciał odpalić, a że ja sie na samochodach nie znam, to co miałam zrobić? Zadzwoniłam do taty. Kazał mi wyłączyć światła i zapalić... zapalił. Jadę a tu następne czerwone ! Zgasł !!!! Znowu próbuje, cwaniak już się na wyłączenie świateł nie dał nabrać ! Dzwonie do taty. Nawiasem mówiąc chyba te telefony najbardziej na niego działały bo odpalił. Całą drogę modliłam się, żeby czasem nie stać na światłach... udało się :-) Zachowałam zimną krew ;-)
*
p.s w pracy mamy rybkę bojową, która wabi się swiss - urocze
jak tu jutro wstać o 6? :-(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz